Żyjemy w świecie zmian, gdzie społeczeństwo wolnego czasu zmieniło się w społeczeństwo konsumpcji i rozmytych wartości. Napawamy się "tu i teraz" nie patrząc na to, co jest dalej oraz nie mając szacunku dla tego, co już było. Toksyny są dla nas żeby zapomnieć.

czwartek, 11 września 2014

13 lat temu w pewnym mieście...

13 lat temu w Nowym Jorku Amerykanie budzili się, aby przywitać kolejny pracowity/leniwy/beznadziejny/piękny dzień w tętniącym życiem mieście. Niektórzy z tych, co szli do pracy w budynku World Trade Center na godzinę 8.00 byli zapewne mocno niewyspani. Szczęśliwcy zdążyli się jeszcze pożegnać z mężem/żoną i zjeść śniadanie, jeszcze inni przekręcali klucz w zamku myśląc o ciężkiej pracy i braku szczęścia wynikającym z wielu przyczyn. Nowojorczycy żyli tak, jakby miał być to kolejny dzień ich życia, ze wszystkimi rozterkami i radościami. George W. Bush usiadł na krześle w szkole Emma T. Booker w Sarasocie, aby przeczytać dzieciom bajkę "The Pet Goat".



Trochę wcześniej w odległym kraju mężczyźni z brodami ceniącymi legendy płynące z książki, którą każdy może inaczej interpretować ponad życie ludzkie (w szczególności życie "rozpustnego Zachodu") byli gotowi. Ten najbardziej nienawistny brodacz od wielu miesięcy czekał na tą chwilę, powolutku jak kleszcz obierał właściwy moment, żeby spaść z gałęzi prosto na głowę człowieka i wgryźć się głęboko w jego ciało zatruwając cały organizm wirusem. Usama ibn Ladin, syn miliardera z Arabii Saudyjskiej miał ogromne środki i wsparcie wszystkich religijnych ekstremistów z różnych państw, aby wbić sztylet w tętnice Stanów Zjednoczonych i zaprezentować swoją największą i najstraszniejszą broń - strach. Udało mu się to nad wyraz dobrze.

Tuż po godzinie 8.00 zmienił się świat. Ludzie z różnych części świata (choć także i w samych państwach), od czasu, kiedy boeingi uderzyły w bliźniacze wieże, przestali sobie ufać na dobre. Po śmierci prawie 3000 osób i relacjonowaniu tragedii na żywo (wtedy wypromowana została polska stacja z niebieskim logiem) wojny stały się niesymetryczne, a państwom przyszło walczyć nie z armiami narodowymi, tylko rozproszonymi rzeszami fanatyków, którzy za nic mieli życie swoje i innych. Rozpoczęła się wojna z terroryzmem, która trwa do dzisiaj i trwać będzie do czasu końca historii, którą znamy i definiujemy.



W dobie odrodzenia się bestii w postaci państwa islamskiego (ISIS) świat stoi w niebezpieczeństwie. Nie jest to rojenie zmęczonego autora drogi czytelniku, tylko fakt, który trzeba brać pod uwagę w prognozowaniu przyszłościowym. Nikt nie powiedział, że nie będzie "9/11 bis", a nastąpić to może w mieście zupełnie innym niż Nowy Jork i z użyciem innych środków zniszczenia. Na dzień 11.09.2014 na świecie jest tyle chaosu co w moim życiu i tak samo nic nie jest pewne czy zagwarantowane. Współczesny terroryzm i cyberterroryzm to największe zagrożenia dla społeczeństw - szczególnie tych, którzy mają do stracenia więcej niż zamaskowani mordercy niedyskryminujący swoich celów. To wszystko odcina nas od działań terroryzmu o strukturze piramidalnej (lata 60 i 70).

Dzisiaj w miejscu tragedii w chmury albo czyste niebo uderzą dwa słupy światła. Wszystko w celu uczczenia tragicznych wydarzeń i przypomnienia, że wolność i bezpieczeństwo nie jest zagwarantowane. Brodaty fanatyk zabity w odwecie za swoje czyny na pewno będzie miał swoich naśladowców, którzy będą stosować  jeszcze bardziej okrutne metody, aby legitymizować swoją wypaczoną wizję świata. Toniemy. Jakże to możliwe?


poniedziałek, 8 września 2014

Nie mogę przejść rzeki

Przeszedłem przez akapity, ciężkie rymy i parabole. Udało mi się być w miejscach, o których czasami chcę zapomnieć, poznać osoby, które nie każdy chce znać. Dałem nawet radę przetrwać wszystkie chwile rozpadu. Przechodziłem przez lasy. Błądziłem w górach i gubiłem się w obcych miastach. Jednak dzisiaj po raz kolejny staję przed rwącą rzeką i nie mogę się ruszyć.

Człowiek jest z natury egoistyczny, otwarty, zagubiony, szczęśliwy i mściwy.





Najgorzej jest z rana (ciężki przypadek, nieuleczalny) kiedy budzę się kilkanaście minut wcześniej przed tym, jak planowo powinienem i ogarnia mnie to okropne uczucie. Czuje, że organizm się budzi, elektrownia ciała wysyła sygnały do kończyn i organów funkcyjnych, ale myśli niszczą cały proces bezkarnie powracając do krain odmętu. Ze strachem, nierealnym spojrzeniem spoglądam na zegarek i zdaję sobie sprawę, że już nawet wstawanie spieprzyłem, bo te kilkanaście minut w świecie snu nie trwa wcale, jest mierzone zamknięciem i otwarciem oka. Wstaje jednak automatycznie wykonuje rytuał i zastanawiam się dlaczego wstaje i po co robię rzeczy. Wykonuję czynności, które jakoś niedawno (lata/miesiące/tygodnie) smakowały bardziej słodko, sensowniej.

Przez okno dochodzą mnie dźwięki dzieciaków idących do szkoły. Chyba gdzieś podświadomie bardzo chciałbym wrócić do liceum. Być ubezwłasnowolniony przez rzeczy, które będą mi podane i wpajane, a ja będę chłonął, tym razem jak gąbka. A muszę przyznać, że byłaby to postawa zgoła inna od tej, którą reprezentowałem jako wykolejony uczeń ogólniaka. Chyba zaczynam się starzeć, a ostatnie dni końca lata nie prorokują, aby miało przestać padać w moim życiu. Kiedy wyjdzie słońce? Będę musiał chyba sam do niego dolecieć.

Nie ukrywam, że biegnę bez przerwy. Brzydko powiedziawszy: zapierdalam. Tempo często się zmienia, jednak ciągle jest to bieg, a wszystko w myśl zasady ZAB'ij (zwolnij, ale biegnij). Po drodze wypadają mi rzeczy z kieszeni, sprawy z głowy i jakieś nieopisane płaszczyzny z serca. Ostatnio wypadło ze mnie chyba więcej niż mógłbym się spodziewać i mógłbym sprostać. Może to kawałek jelit, albo wątroba? Jakoś dziwnie, bo wszystko chyba wskazuje na serce. Tak, tak, smutki w przedostatnim poście nie wzięły się znikąd drogi czytelniku. Mój blog znowu, mimowolnie ma w tym poście charakter terapeutyczny. No, ale każda reakcja wywołana jest akcją, choć ja jestem już strasznie poobijany i rozdarty od tych reakcji. Ciężko mi normalnie zasnąć, no i jak już wspominałem wstać.

Pracując samotnie, mieszkając samotnie i jedząc samotnie coraz bardziej doskwiera mi ów przeklęta samotność. Czynnikiem, który wydaje się być jedyną drogą odżegnującą wszelkie samotności są inni ludzie. Osoby, które choć nie rozumieją tego co się dzieje ze mną i we mnie i raczej nie przeczytają tej wiadomości, potrafią wtłoczyć trochę światła do jaskini.




Sytuacja międzynarodowa nie pomaga w mojej walce z cieniami. Wszędzie nienawiść, egoizm i dbanie o własną dupę. Widzę zdjęcia fanatyków odcinających ludziom głowy, bogatych szych, które chcą być jeszcze bardziej bogate i sławne, przez ekran komputera i okularów przewijają mi się dziesiątki pustych osób, które nie mają celu innego niż rozrywka. Chciałbym napisać pozytywniej, tak bardzo przerzucić się na narrację człowieka, który opisuje sukcesy. Jednak od pewnego czasu jestem martwy (choć żyję). Może to taka innowacyjna opcja na bunt? "Pokolenie ludzi-zombie", hmmm, raczej brzmiałoby tandetnie. Mam ochotę odpalić Rekwiem w tonacji D moll Mozarta, bo tak samo jak on obawiam się, że to co tworzę może być rekwiem dla mnie samego.

Udało mi się przejść przez rozpacz i pustkę. Przebiegłem przez pustynie żałoby. Podbijałem kolejne egzaminy niczym zdobywca i nie raz wywinąłem się śmierci. Pokonywałem wszystko i wszystkiemu ulegałem, ale od niepamiętnych czasów nie mogę przejść rzeki.



wtorek, 2 września 2014

Palant

„Palant”

Ale z ciebie sztywny palant
Skurwiel zwykły bez zasad
Jesteś cieniem swoich ojców
Wśród strof pogubiony

Jakbyś chciał coś napisać
Każ innym przeczytać
I nie zapomnij kochasiu,
Że nie każdy chce wzdychać
Do słów twych
Sprostowań
Rymów szelestnych

Daj spokój ze smutkiem
I nie pisz tekstów szpetnych.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Mieć iskry

Podobno nawet pasikoniki mają sny, tylko nikt do końca nie zbadał o czym tak naprawdę śnią. Zwierzęta podobnie jak ludzie żyją po to, aby wydać na świat potomstwo, zdobyć pozycję w stadzie, bądź tworzyć zorganizowane i podzielone na role społeczeństwo. To co dzieli nas i zwierzęta to fakt, że światem zwierząt rządzą jakieś reguły, harmonia. Ludzie żyją w chaosie i do prawdy nie potrafią współpracować.

Chyba będę musiał porzucić Gałczyńskiego. W jego wierszach za dużo jest czegoś, co sprawia, że ciężko mi jest wypracować pozytywną wizję. Nie wiem jak dalej będzie biec ochoczo w gonitwie życia. Nie wiem już chyba jak

Załatwiać proste sprawy
Angażować się we wszystko
Pisać, czytać i tworzyć
Aranżować wolny czas
Mieć chwile by być
I
Etycznie oceniać świat
Troszczyć się o następne dni
Aktywnie żyć
Jeść to co na dłoni przynosi mi los

Mieć iskry 
Nie myśleć o końcu dnia
I jeszcze powrócić do przeczytanych książek
Edgara Alana Poe

To jest tak, jakby otrzymywać co jakiś czas depeszę z odpowiedziami na pytania, których jeszcze nie zdążyłem zadać. Mimowolnie Powracać do wspomnień, które powinny wyblaknąć, w których nie powinienem odnajdywać już siebie. Dostaje sprzeczne sygnały i ciągle nie wiem jak poskładać to wszystko w jedną całość drogi czytelniku. Moje wnętrze wysyła sygnały do kończyn, które przestają reagować. 

Po raz kolejny nadciąga ciężki czas i losy już nie są w moich rękach. Mogę tylko czekać i czekać.

Chyba będę musiał porzucić Gałczyńskiego.









wtorek, 19 sierpnia 2014

Czarno-biali

Rasizm: Teoria głosząca, że istnieje związek przyczynowy pomiędzy cechami fizycznymi (somatycznymi, np. budowa ciała, kolor skóry, kształt głowy) a pewnymi cechami psychicznymi (np. cechami intelektu, osobowości), co oznacza, że pewne rasy dominują nad innymi, i jako bardziej pełnowartościowe są przeznaczone do panowania nad rasami niższymi.
A. Antoszewski, A. R. Herbut (red.), Leksykon politologii, Wrocław 2002, s. 373 

Problem zbrodni, konfliktów i dysonansów związanych z rasą wcale nie upadł ostatecznie po rozpadzie i rozliczeniu konstruktorów i sterników III Rzeszy, zakończeniu apartheidu w Afryce, czy wygranej walce o wolności dla czarnoskórych, której impetu nadał Martin Luter King. Codziennie kolor skóry i pochodzenie sprawia, że giną ludzie, wybuchają zamieszki, a ogromne grupy społeczne żyją w niepokoju. I niestety nie jest tak jak śpiewał Michael Jackson It doesen't matter If you're Black or White.

Nawiązuje tym postem bezpośrednio do dwóch rzeczy. Pierwszą z nich jest radykalizacja nastrojów w Polsce wywołana wieloma czynnikami, natomiast drugą, zastrzelenie Michaela Browna 9 sierpnia 2014 w mieście Ferguson (Missouri). 

Na naszym poletku nigdy nie było drastycznych walk, których podłożem była rasa. Co prawda, zdarzały się w przeszłości większe incydenty antysemickie w wykonaniu samych Polaków, jednak nie miało to takiej skali jak w Afryce czy Stanach Zjednoczonych. W Polsce nienawiść rasowa (część składowa hate crime) ma postać, nazwijmy ją "drobinową". Wynika to z faktu, że w całym kraju znajdują się grupy lub jednostki, które swoją postawą, zachowaniem i słowami wyrażają niechęć wobec reprezentantów innej rasy. Działalność tych osób jest co prawda marginalna, ale gdy "drobiny" się zbierają potrafią wyrządzić na prawdę wiele krzywd, i to nie koneicznie fizycznych. Te "drobiny" to środowiska skinheadów, którzy nierzadko mają powiązania z organizacjami "politycznymi" takimi jak ONR, RN, czy inne. No i z tego co można wyczytać w gazetach i obejrzeć w telewizji, jeżeli chodzi o Polskę, czasami drobinki są w wielu z nas.

Dyskryminacja rasowa, której doświadczają inni ludzie może mieć charakter pośredni lub bezpośredni. Pierwszy oznaczać może jawne działania niechęci wobec osoby z innym kolorem skóry (pobicia, szykanowanie, zastraszanie, poniżanie itd.), natomiast drugi jest bardziej "popularny", bo przejawia się w postawach i zawarty jest w wypowiedziach danej społeczności. 


pobity Christian, łódzki klub "Czekolada"
Ostatnio w Polsce głośny był przypadek pobicia Christiana, czarnoskórego studenta akademii medycznej w Łodzi. Wszystko miało miejsce w klubie, gdzie incydent spotkał się z brakiem reakcji ochrony (stwierdzenie: "nie chronimy małp"). Więcej na ten temat drogi czytelniku możesz przeczytać na portalu natemat.pl. To niestety jeden z wielu przypadków w naszym pięknym, otwartym kraju. Takie sceny (oraz te, dotyczące innych mniejszości) mogą stać się codziennością, gdy będziemy biernie obserwować wydarzenia, dawać przyzwolenie na rozwój organizacji "drobin", a władza zostanie przejęta na szczeblu lokalnym i ogólnokrajowym przez środowiska ksenofobiczno-katolicko-narodowe. Chyba wiadomo o jakich ugrupowaniach tutaj piszę. 

A co tam w Ameryce? Za Wielką Wodą nigdy nie było spokojnie jeżeli chodzi o tematy Black and White. Powstało na ten temat mnóstwo współczesnych ekranizacji ("Miasto Gniewu", "Fanatyk", "American History - X" itd.) oraz wiele książek (moja ulubiona to"Zabić Drozda" Harper Lee). Nie da się przecież ostatecznie rozwiązać konfliktów w państwie gdzie panuje tak wielka różnorodność kulturowa. Sprawa Michaela Browna zastrzelonego 10 dni temu przez policjanta dolała oliwy do ognia w Ferguson, mieście, gdzie czarni stanowią 65 proc. ludności, a w policji jedynie 6 proc. to Afroamerykanie. Dysproporcje nawet laikowi pozwalają stwierdzić, że coś tu nie gra. 



18-latek został postrzelony 6 razy przez policjanta. 2 kule przeszły na wylot, dwie trafiły w głowę. Nastolatek nie atakował policjanta i miał podniesione ręce (jak podają raporty i relacje świadków). To wywołało uśpione demony, które powracają, gdy biały policjant zabija czarnoskórego dzieciaka. Media też miały tutaj swój klocuszek, bo przedstawiły Browna w nie najlepszym świetle publikując jego "gangsterskie" zdjęcia. Czarnoskórzy ze Stanów ruszyli z odsieczą i w ramach akcji #‎IfTheyGunnedMeDown‬ publikowali swoje zdjęcia w wersji normalnej i bardziej frywolnej - tak żeby zagrać na nosie mainstreamowym mediom.





A tutaj sam Michale Brown w dwóch "ujęciach"


Ferguson zawrzało i w chwili pisania tego posta nadal jest tam bardzo niebezpiecznie. Dla przybliżenia chronologii przedstawiam,  jak przebiegały wydarzenia od czasu incydentu (wiadomości pochodzą z portalu www.bbc.com):

  • 9 sierpnia: Michael Brown zastrzelony po sprzeczce przez oficera policji Darrena Wilsona
  • 10 sierpnia: po czuwaniu nad świecami dla uczczenia Browna  na ulicach Ferguson rozpoczynają się niepokoje, zbite są szyby samochodów, a sklepy są rabowane
  • 11 sierpnia: FBI rozpoczyna śledztwo w sprawie zabójstwa nastolatka. Napięcie rośnie w godzinach wieczornych, policja używa gazu łzawiącego i gumowych pocisków
  • 15 sierpnia: policja wypuszcza nagranie video, które ma rzekomo pokazać 18-latka okradającego sklep spożywczy. Eskalacja starć z policją.
  • 16 sierpnia: władze stanu Missouri ogłasza stan wyjątkowy i godzinę policyjną w Ferguson
  • 17 sierpnia: gubernator stanu wzywa Gwardię Narodową do zaprowadzenia porządku 
  • 18 sierpnia: niezależne pośmiertne badania potwierdzają, że Michael Brown został postrzelony sześć razy, w tym dwa razy w głowę

Ciężko będzie zatem o spokój w USA. Raz wypuszczone demony nie tak łatwo zagonić później do piekła. Taka sytuacja mogła mieć miejsce w różnych częściach świata, lecz w tamtym regionie prawdopodobieństwo eskalacji napięć na tle rasowym jest wzmożone. Co do Polski, też mam pewne obawy. Co możesz zrobić ty, drogi czytelniku? Przede wszystkim reaguj! Zawsze, gdy będziemy świadkami jakiejkolwiek przemocy (a w szczególności na tle rasowym) nie bójmy się włączyć i doprowadzić do rozwiązania. Bo przecież brak działania to ciągle nietolerancja. Act & react.


czwartek, 14 sierpnia 2014

Och Kapitanie, mój Kapitanie, co dalej?

Nie wiem, jak to się stało, chyba zwyczajnie przegapiam wiele rzeczy. Nie śledzę amerykańskich portali poświęconych gwiazdom kina i muzyki, ani bulwarówek, które w gąszczu chłamu przesyłają czasami chwytne i ważne informacje. Dlatego, nigdy nie wiem co się dzieje z ludźmi ze srebrnego ekranu przed tym zanim odejdą. Zawsze pojawia się w mojej głowie pytanie post factum, dlaczego nie interesowało mnie to wszystko wcześniej. Co innego natomiast, jeżeli chodzi wiadomości z areny międzynarodowej - je chłonę, analizuje i weryfikuje, staram się być "przed" niektórymi wydarzeniami. Mieląc w głowie to wszystko po prostu nie dowierzam ile może być w przywódcach, decydentach, a nawet samych ludziach cynizmu, naiwności i głupoty. It's mad world.

Kiedy na jakimś z portali widzę czarno białe zdjęcie Robina Williamsa, już wiem o co chodzi. Odchodzi człowiek wybitny lecz zagubiony. Jest mi bardzo smutno i przykro, a bardzo rzadko doświadczam takich uczuć przy śmierci kogoś ze świata gwiazd. Pod wieczór o śmierci aktora mówią już wszystkie media na całym świecie - "najprawdopodobniej popełnił samobójstwo"; "cierpiał na głęboką depresję"; "miał problem z alkoholem i narkotykami". Dalej już tylko dziesiątki wspominek, wypowiedzi innych aktorów, zdjęć zmarłego i jego najsławniejszych cytatów. 


Nie ukrywam, że w ogromnej mierze moja historia została ukształtowana przez "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", a John Keating, Kapitan, ośmielił mnie do pisania i czytania bez kompleksów, ale z krytyką wobec siebie. Najlepsze co możemy teraz zrobić to pamiętać o Robinie Williamsie, aktorze, którego role nie zdradzały ogromnych problemów, przez które przechodził, człowiekowi nadający dziełom kinematografii smaku i stylu. 

Williams w istocie stał się legendą. Filmy, w których występował dostawały niesamowitego kopa, czasami tylko i wyłącznie ze względu na jego obecność. Williams to moje dzieciństwo i dorastanie, kultowe "Jumanji", , zabawny "Pani Doubtfire" czy skomplikowana "Bezsenność" na trwale wypaliły mi się w podświadomości. Najbardziej poruszył mnie jednak film z Williamsem pt. "Między niebem a piekłem" - dzieło wybitne, możliwe, że pokazujące prawdziwe oblicze aktora. Polecam ten film każdemu, kto cenił Williamsa. Możliwe, że jest on teraz właśnie między niebem a piekłem.

"Między niebem a piekłem"

Będzie mi ciebie brakowało Kapitanie.

*

Śledzę Putina. Nie bezpośrednio, bo dorwaliby mnie odpowiedni ludzie. Śledzę go za to bezpieczniej, bo pośrednio, przez media i analizy. Widzę w tym człowieku ogromne ambicje i rozdmuchane ego - obie te cechy przyjmowane są przez samych Rosjan (także tych w Ukrainie) z wielkim entuzjazmem. Poparcie dla polityka z aspiracjami cara wynosi już według Centrum Analitycznego Jurija Lewady 87 proc. Nieźle, tylko pogratulować, przynajmniej wewnątrz państwa legitymizacja władzy prezydenta jest solidna

W tym temacie warto zwrócić uwagę, że w działaniach rosyjskich decydentów sporo jest zakłamywania historii i stanu rzeczywistego. Zabieg stosowany w kraju Puszkina  nie od dziś. Powiem ci drogi czytelniku, że sam tego doświadczyłem odwiedzając kilka lat temu muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej lat 1941-1945 w Moskwie. Tyle tam było nieścisłości faktów i kolorowania udziału ZSRR w działaniach wojennych, że głowa mała. Dość łatwo można manipulować faktami, gdy ma się takie poparcie, niechęć ze strony wielu państw szeroko pojmowanego Zachodu i rozbujane ambicje. Tak jest w przypadku gabinetu Putina. Polityka zwalania wszystkiego na Stany Zjednoczone i Ukraińców, którzy mają być rzekomo narodem stricte nacjonalistycznym, jest na rękę Władimirowi Putinowi, bo umacnia jego działania w polityce wewnętrznej. Inaczej jest jedna poza granicami, gdzie nikt takich informacji nie kupuje. 


Uważam, że przez swoje postępowanie Federacja Rosyjska dostanie po łapach na każdej płaszczyźnie. Putin najbardziej odczuje swoje działania w gospodarce - nałożone embarga (na Rosję i przez Rosję) sprawią, że gospodarka się zwinie i nie będzie dało się zaspokoić popytu krajowego importem z "alternatywnych źródeł". Brak polskich warzyw i owoców na rosyjskim rynku może okazać się krokiem pochopnym ze strony decydentów na Kremlu. Warto jednak zauważyć, że Europa także potrzebuje Rosji, stąd wynika asekuranckie (Appeasment 2.0?) podejście wielu państw Europy, szczególnie Francji oraz Niemiec, które prowadzili i prowadzą intratne interesy z Federacją Rosyjską. 

Fot. PAVEL GOLOVKIN/AP
No i jeszcze konwój z pomocą humanitarną. To już chyba szczyt cynizmu albo czego innego, czego sam nie potrafię  określić. Oczywiście nie jest to akt współczucia i życzliwości ze strony prezydenta Putina, a przemyślane działanie. Atak na taki konwój może dać władcy Rosji pretekst do rozpoczęcia działań militarnych na szeroką skalę, po drugie, nie wiadomo do końca co znajduje się w białych furgonetkach. Może być tak, jak mówił jeden z ukraińskich polityków - Русский Троянський кінь (rosyjski koń trojański) wypełniony sprzętem wojskowym, a może nawet żołnierzami. Kto wie co siedzi w głowie Putina. Wszystko okaże się już niebawem, gdy kordon rosyjskiej pomocy humanitarnej dotrze do granicy, na której najsilniej trzymają się prorosyjskie bojówki. Zimnowojenne działania (vol. 2) trwają w najlepsze, zobaczymy co z nich wyniknie.

Na sam koniec filmik z osobliwego spektaklu na Krymie - nazwa nagrania mówi chyba sama za siebie.