Żyjemy w świecie zmian, gdzie społeczeństwo wolnego czasu zmieniło się w społeczeństwo konsumpcji i rozmytych wartości. Napawamy się "tu i teraz" nie patrząc na to, co jest dalej oraz nie mając szacunku dla tego, co już było. Toksyny są dla nas żeby zapomnieć.

środa, 7 września 2016

Nasze polskie "fo pa"

Dzień dobry drogi czytelniku. Rzeczywistość, nie tylko na tej szerokości geograficznej, sprawa, że za niektóre osoby lub wydarzenia „niedaleko nas” równocześnie wstydzimy się i przymykamy na nie oko, sądząc, że to tylko jednostkowy przypadek. U nas soczek z cebuli (tak roboczo nazwałem kuriozalne rzeczy wszelakiej maści), który wywołuje takie emocje, serwowany jest stanowczo zbyt często. Jednak - co wymaga podkreślenia, aby nie zostać posądzonym za totalną antypolskość - nie tylko u nas jest dziwnie.

Po pierwsze „Smoleńsk”!

Na premierze same gwiazdy
źródło ("werble prosze"): party.pl
Po drugie i trzecie w sumie też. W poniedziałek 5 września miała miejsce oficjalna premiera filmu A. Krauze „Smoleńsk”. Zaproszono znamienitych działaczy z Jedynej Właściwej partii oraz wszystkich innych sympatyków Pana Prezesa i zwolenników zamachu. Co ciekawe, na liście znalazła się nawet Doda! Czyżby wielki skok w prawa? A może ktoś z organizatorów chciał dodać trochę pikanterii? Tego nie wiemy. Szkoda, że enklawa duetu Kaczyński-Macierewicz w zaproszeniach pominęła rodziny ofiar, które także straciły bliskich w katastrofie. Mowa m.in. o krewnych Izabeli Jarugi-Nowackiej, Jerzego Szmajdzińskiego oraz Jolanty Szymanek-Deresz. Niektórzy zapewne „tylko” zginęli, podczas gdy pozostali, oczywiście Ci, wokół których budowana jest legenda (i z Jedynej Słusznej partii!) polegli. Czy są podwójne standardy dla zmarłych? Pewnie tak, ale tworzą je żyjący.

Na ekrany od zarania kinematografii trafiają filmy, które mają wywoływać zadumę, zachęcać do refleksji, sprzyjać konstruktywnym dyskusjom. Tak nie jest ze „Smoleńskiem”. Co prawda, przyznaje się, że nie oglądałem dzieła (i oglądać nie zamierzam), jednak w zupełności wystarczył mi zwiastun na YouTube i komentarze krytyków, szczególnie ten przeczytany wczoraj. Takie obrazowanie wydarzeń z 10 kwietnia 2010 świadczy tylko i wyłącznie o… No właśnie, o czym dokładnie? Opcji jest kilka: tworzeniu hagiografii osób, których osiągnięcia były dalekie od wybitnych, zakłamywaniu faktów, robieniu filmów pod szeroko pojętą władzę (KRLD mode on) lub chęci pokazania wydarzeń „w krzywym zwierciadle” (pan Krauze chyba jednak nie szedł tą drogą). Patrząc jednak trochę dalej, nie można przecież ukrywać, że na film pójdą ludzie, którzy przyjmą obraz za prawdziwy, oddający fakty. Owi ludzie, wyjdą z kina i będą mówili, że film był: a) tragiczny, albo że b) w istocie to był zamach. No i zastanawia mnie, czy na pokaz pójdą uczniowie szkół, bo przecież jak robić pranie mózgu to z pełną parą.

Kłamstwo powtórzone tysiąc razy...
źródło (a jakże): www.wsieci.pl

Po drugie pielgrzymka trzech ministrów do Londynu

Jak biblijni trzej mędrcy ze Wschodu (trochę się zgadza) ministrowie: Spraw Zagranicznych, Spraw Wewnętrznych i Sprawiedliwości udali się do krnąbrnego dziecięcia Europy – Albionu (tj. Wielkiej Brytanii). A, temu ostatniemu się nie udało wybrać, bo nie miał swojego odpowiednika wśród władz brytyjskich :(

Jako osoba, która na studiach została nauczona wzorców i zachowań w stosunkach międzynarodowych oraz etykiety w dyplomacji, nie rozumiem co ministrowie Błaszczak i Waszczykowski chcą swoim działaniem osiągnąć. Ogólnie chodzi o sprawę przykrą - pobicie dwójki Polaków w mieście Harlow, na skutek którego jeden z nich zmarł. Niestety, polskie władze uznały, że trzeba zrobić wielki szum, wprosić się do Londynu i pomachać szabelką, krzycząc „co się tutaj dzieje z naszymi obywatelami?!”. Takie faux pas jak podać czerwone wino do ryb.


Dla każdego, kto obserwuje sytuacje z boku może wydawać się to mężnym działaniem, takim „wstawiennictwem” naszych elit za bitymi rodakami. Aż chce się przybić piątkę i powiedzieć dobre słowo! Dla osób, które choć trochę orientują się w dyplomacji bilateralnej (dwustronnej) – takie działanie to coś niezrozumiałego i nietaktownego. Nie dość, że strona polska ogłosiła wizytę jednostronnie (w protokole odbywa się to symultanicznie po wcześniejszym przygotowaniu planu wizyty), to wymusiła niejako spotkania ze swoimi odpowiednikami na stronie brytyjskiej. Sytuacja oczywiście kuriozalna, bo wyobraźmy sobie, że przyjeżdża do nas delegacja Pakistanu, Chile i innych państw, których obywatele zostali pobici za pochodzenie w naszym pięknym kraju.
Brakuje tu jednej szychy
źródło: fakty.interia.pl
Sprawa tzw. hate crime, czyli przestępstw bazujących na nienawiści, to kwestia wielu zmiennych, których wizyta-wydmuszka organizowana ad hoc nie zmieni. W całej sytuacji winna jest nienawiść wobec innych, brak zrozumienia i poszanowania potęgowany przez nacjonalizm i ksenofobię oraz inne procesy dziejące się od miesięcy w Europie – w Wielkiej Brytanii działa to tak samo jak w Polsce. Gdy rząd i podległe mu służby porządkowe nie podejmują kroków w celu ograniczenia nienawistników, wychodzą demony. Gdy ludzie odgradzają się od siebie i szufladkują wszystkich „innych”, brunatna hydra powstaje i ma apetyt na więcej. Gdy przestajemy ze sobą rozmawiać i się poznawać, stajemy się „tymi” i „tamtymi”.

Chciałbym napisać coś pozytywnego na sam koniec, ale nasza reprezentacja zremisowała w minioną niedziele z Kazachstanem, więc już nic mi na myśl nie przychodzi. Wesołego września!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Łabędzi śpiew / Syreni śpiew

Ostatnie dni pełne są rożnych ważnych wydarzeń - w mikro i makroskali. Po pierwsze, mój znajomy, Tomek Kalita, z który miałem przyjemność współpracować w ramach pracy u prezydenta Kwaśniewskiego, ma złośliwego glejaka mózgu i swoją postawa rozpoczął temat legalizacji medycznej marihuany dla osób, które znajdują się w podobnym stanie. Po drugie, podczas obchodów Święta Wojska Polskiego wręczono wiele medali, jednak jeden z nich, i to bardzo ważny, bo medal za zasługi dla obronności kraju trafił do rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza którego zasługi dla obronności kraju wynoszą okrągłe zero. I ostatecznie po trzecie, w ramach wypadku kawalerskiego odwiedziłem klub, gdzie kobiety pozbywają się swoich ubrań wyjątkowo łatwo.

Łabędzi śpiew

Gdyby nie durna polityka narkotykowa w Polsce...
źródło: www.bostonsouthshorenaturaltherapies.com

Zacznijmy od Tomka Kality, rzecznika SLD, który od wielu miesięcy przebywał w szpitalu. Nasz kontakt był dość sporadyczny, jednak podczas krótkiej znajomości, poznałem Tomka jako osobę pogodną, zapracowaną i pozytywnie nastawioną do świata. Od początku znajomości śledziłem jego profil na Facebooku. Widziałem, że był w szpitalu, że niedawno wyszedł, jest w domu. Nie wiedziałem jednak, że ugryzł go nowotwór i to wyjątkowy skurwysyn, bo mózgu. Tomek w rozmowie dla "Faktów" TVN siedząc na krześle zaapelował o wprowadzenie medycznej marihuany dla tych, którzy znaleźli się w podobnych okolicznościach co on sam. Wiele osób prosiło lub błagało o pomoc już wcześniej, ba, niektórzy tak jak Kuba Gajewski zostali nawet zamknięci za pomaganiecierpiącym przez dawanie oleju konopnego. Apel polityka okazał się silniejszy - to źle świadczy o elitach, że dopiero "jeden z nich" może przełamać zastałe status quo. Dobrze jednak, ze ktoś apeluje po raz kolejny, Sojusz Lewicy Demokratycznej zapowiedział wysłanie projektu "ustawy Kality" jeszcze w tym tygodniu. Wiem, że marihuana pozwala normalnie funkcjonować tysiącom osób - zarówno ta medyczna jak i niemedyczna. Dlatego podpisuje wszystkie projekty ustaw w tej sprawie i trzymam kciuki za Tomka Kalitę i wszystkich innych (w tym moją mamę), dla których substancja pomogłaby zmienić ich życie na bardziej znośne.

Kaczy śpiew (?)

Opcja numer dwa. Kuriozum, poziom: Polska doby PiS. XY dostaje medal za zasługi dla obronności kraju. Za co? Oficjalnie "za zasługi w obronności kraju". Złoto w klasyfikacji medalowej wszędzie oznacza przeskoczenie brązu i srebra, nieźle jak na byłego aptekarza. Trzeba tu dodać, że nie ma komentatora, który w pozytywny sposób oceniałby ten gest. Jeżeli dalej będziemy szli tą droga medale stracą swoją wartość i wagę, każdy będzie miał "jakiś medal" jeżeli tylko pozostanie wierny partii. Wszystko przypomina mi układ w putinowskiej Rosji czy Korei Północnej, gdzie aby otrzymać odznaczenia wcale nie trzeba się zasłużyć, a wystarczy po prostu znać odpowiednich ludzi lub mieć dobrze postawionych rodziców. Ale z drugiej strony, czego ja się spodziewam po Antonim Macierewiczu i prezydencie Andrzeju.


Syreni śpiew

Wątek ostatni, wydawałoby się, ze najprzyjemniejszy, ale nie do końca - klub go-go. Jak to bywa z wieczorami kawalerskim, przeważnie trafia się do klubu ze striptizem lub striptizerka jest gdzieś "zamawiana". W przypadku mojego kolegi M były obie opcje. Niemniej, dopiero po wizycie w jednym z nocnych klubów we Wrocławiu zobaczyłem jak "to" wygląda od środka. Czerwone kanapy i zasłony, słabe światło, skąpo ubrane dziewczyny. To dopiero początek, ile ja się nasłuchałem propozycji w stylu "zatańczę dla Ciebie", "postaw mi drinka", "bla bla bla", roztoczono przede mną wizje cudownych krain cyckami płynących. Wystarczy zapłacić. Niesamowity mnożnik cen za wszystko i opisany wcześniej wystrój to nie koniec, jest zawsze drugie, mniej kolorowe dno. W oczach tych dziewczyn była dziwna pustka i rutyna, teksty brzmiały podobnie, a działania ukierunkowane na jedno - wyciagnięcie jak największej ilości pieniędzy, a gdy już nie chcesz wydawać, tracisz ich atencję, odpadasz. Takie miejsce, ma swoje zasady, dziewczyny które tam pracują też mają, choć zapewne różnią się znacząco od tych, które panują w "normalnej" pracy.

"żadna praca nie hańbi"
źródło: thecoloradobarandgrill.com

Codziennie słyszę rożne śpiewy, które tworzą melodie lub kakofonię. Można być na nie głuchym lub upajać się dźwiękami - każdy sam wyznacza sobie granice. Jedno jest pewne, warto słuchać uważnie.


wtorek, 9 sierpnia 2016

Nagasaki, Duda i Trump

Polskie plaże - ciasne ale własne (?)
źródło se.pl (przepraszam :( )
Lato jakieś takie zimne, mniej dni w, których człowiek czuje się, że zaras się rozpłynie. No chyba, że we Wrocławiu, gdzie zawsze jest ciepło i ładnie (chyba, że ONR pali kukłę Żyda na rynku). Człowiek chciałby wyjechać nad morze, nawet polskie, bo choć zatłoczone, pełne parawanów oraz armii Januszów i Halinek, to piasek przyjemny i powiew rześki, trunki smaczniejsze. Jednak obowiązki, rzeczy do zrobienia - odkładane i bieżące - cienki portfel i brak urlopu, sprawiają że trudno się wyrwać i mieć wszystko w poważaniu, uciec gdzieś gdzie troski nie gniotą, gdzie jest tylko "dziś" bez "jutra", które nie jest do końca pewne i "wczoraj", które czasami trzeba zapomnieć. Skoro jednak "tu-m" a nie "ta-m" to może jakieś rocznice, wspominki, gorzkie żale?


Nagasaki, miasto, które wyparowało
źródło: bbc.com
Troski? Tak, choć może raczej echa przeszłości dużego kalibru. 71 lat temu z amerykańskiego samolotu B-29 zrzucono na Nagasaki "Fat Man'a", bombę atomową o mocy 22 kiloton trotylu (teraz są o wiele mocniejsze). I zniknęło miasto, a wraz z nim 70-100 tysięcy ludzi. Wyparowali, tak samo jak 3 dni wcześniej ich rodacy z Hiroszimy. Jednego dnia żyjesz, a drugiego nie jesteś nawet przedmiotem, bo nie istniejesz. A wiesz drogi czytelniku, że miały spaść kolejne bomby? Wszystko w celu zakończenia wojny i wyłączenia Japonii z konfliktu. Tak cywilizacja zachodnia walczyła o pokój, że aż znikały miasta i ludzie. Nie wspominając już o całym piekle, które nastało w ramach atomowych reperkusji.

Mamy też rocznicę nam bliższą. Wczoraj minął rok prezydentury Andrzeja Dudy. Co można tutaj powiedzieć? Hmm, wiele i niewiele. Skąd ten dualizm? Plusem jest na pewno to, że Prezydent nawiązał kontakty z Chinami i w ramach wizyt podpisał intratne dokumenty, stanowiące podstawę do rozwoju relacji handlowych na większą skalę. A i oczywiście to, że jest go tak mało wszędzie. A minusy? Trochę za mało miejsca w jednym poście, aby wymieniać je wszystkie. Po pierwsze, nie jest osobą samodzielną, a wykonawcą woli Naczelnika Przenajświętszej Rzeczypospolitej Jarosława I Kaczyńskiego (dzisiaj rozmawia z Orbanem o "wspólnej wizji UE" - o zgrozo!) i osób z jego bliskiego kręgu (m.in. Macierewicza). Po drugie, jest kłamczuszkiem, bo jak sam zapowiadał, w przypadku nie dotrzymania (niektórych) obietnic wyborczych poda się do dymisji. Z tych głównych można wyliczyć:
  • przewalutowanie kredytów frankowiczów
  • obniżenie wieku emerytalnego - #dobrazmiana na rzecz słabej sytuacji ekonomicznej
  • podniesienie kwoty wolnej od podatku
  • "zasypywanie podziałów w społeczeństwie i szukać porozumienia" - tutaj zaznaczę tylko, że PAD zawetował wszystkie ustawy poprzedniego parlamentu, a te, które wyszły z jego matecznika (PiS) podpisywał w nocy lub w ciągu trwania wydarzeń, które odwracały uwagę od procesu legislacyjnego (np. Światowych Dni Młodzieży)
  • "nie będę prowadził żyrandolowej prezydentury", "będę prezydentem, który buduje państwo uczciwe i sprawiedliwe", "będę prezydentem, który nie unika trudnych sytuacji, który nie ucieka, kiedy powinien być arbitrem" - jakoś tak, nie do końca to wychodzi... ale szerzej powinien się tutaj wypowiedzieć Mariusz Kamiński

Wiele każe jednak myśleć, że to bardzo dobrze, że niektóre z obietnic nie zostały spełnione, bo oznaczałoby to jeszcze większą zapaść gospodarczą państwa. Och prezydencie Andrzeju, ja nie zapomnę, zawsze będzie Pan Prezydent w moim sercu, tuż obok złogu, który może skończyć się zawałem, a jeśli nawet, to mam taki czarny zeszycik, w którym od pierwszego dnia sobie zapisuje i czekam na kres "pięciolatki". Poeta pamięta.

kobieta z przeszłością vs klaun socjopata
źródło: bbc.com
A na koniec jakieś pozytywy! W Chinach zapewne urodziło się kilka małych puchatych i uroczych pand. Kilku z moich znajomych na Facebooku ma urodziny, więc najlepszego! Jutro będę miał małego kotka, który będzie dzielił ze mną godziny w mieszkaniu przed komputerem. Polska pokonała Egipt w siatkówkę, a w budżecie brakuje 5 mld PLN na "500+" więc może, jakiś reprezentant społeczeństwa stwierdzi, że w 2017 już się nie da. No i co najciekawsze, Donald Trump traci poparcie w nadchodzących wyborach prezydenckich w USA. Co prawda Hilary Clinton nie jest świetną alternatywą, bo ma oldschool'owe podejście do polityki - jest oportunistką i nie ma wizjonerskiego podejścia do rządzenia. Niemniej, to postać o niebo lepsza od Trumpa, ale gorsza od Berniego Sandersa.

PS. Na konferencji PiS odżył temat cegiełek na pomnik Lecha Kaczyńskiego i ofiar ze Smoleńska. Już niedługo obok każdego pomnika JP II pomnik prezydenta, który "poległ" w Smoleńsku!

Coś dla koneserów Smoleńskich
źródło: tvn24.pl

Do zobaczenia!

środa, 27 lipca 2016

Władcy pilotów

Powroty są ciężkie, to niezaprzeczalna prawda. Kiedyś, gdy byłem dzieckiem, powrót z kolonii i szara rzeczywistość związana z rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego napawała mnie strachem. Teraz z perspektywy lat chciałbym powrócić do szkoły i bez troski o wiele spraw zdobywać wiedzę. Powrót do Ciebie drogi czytelniku jest „ciężki inaczej”, choć gwarantuje, że żadne z moich słów nie jest z przymusu. Nie było mnie już jakiś czas i nie mam pewności, że szybko powrócę z kolejnym postem, ale pożyjemy, zobaczymy.

"Ignorance is bliss."
źródło: "The Matrix"
Na naszym poletku krajowym sprawy już dawno wyrwały się spod kontroli, System Jarosława żyje i ma się dobrze, ale to wyrok odwleczony w czasie. Niebawem wszyscy przekonamy się, co to znaczy, że „z pustego to i Salomon nie naleje” i jak łatwo można rozklekotać gospodarkę populizmem. Może gdybyśmy nie słuchali radia, nie oglądali telewizji czy nie sprawdzali portali internetowych czulibyśmy się spokojniejsi? Wtedy, jak Cypher z filmu „Matrix” można by powtarzać „niewiedza to rozkosz” lub, jak kiedyś w Pruszkowie, „kto mniej wie dłużej żyje”. To by było jednak troszkę za proste, bo świat pędzi do przodu a my razem z nim, bez względu na to czy nam się to podoba, czy nie i warto mieć chociaż ogólne pojęcie.

Peace? źródło: jdrachel.com
Kolega zapytał się mnie, czy kiedyś będzie pokój. Odpowiedziałem, że tak, ale tylko wtedy, gdy trzy osoby w tym samym czasie spojrzą sobie w oczy. Poziom obecnego okrucieństwa i niedyskryminowania ofiar wśród terrorystów oraz szaleńców, którzy nasączeni są nienawiścią (a może strachem przed zmianami?) przeraziłby zapewne nawet historycznych zbrodniarzy. Wyobraźmy sobie Kaligulę, Hitlera i Pol Pota, którzy z odmętów Otchłani patrzą na ziemię i mówią między sobą „Nieźle im idzie! Że też sam na to nie wpadłem - niezła broń ta religia.” My jednak, bierni odbiorcy w Nibylandii narodowego populizmu, jesteśmy (pozornie) bezpieczni. Nawet jeżeli, na Ukrainie kilkaset kilometrów od nas trwa wojna, nawet jeżeli na bliższym Zachodzie ludzie strzelają do siebie i wysadzają się w imię Boga, nawet jeżeli w tak wielu państwach, które jest coraz ciężej zlokalizować, codziennie, w każdej godzinie nikną historię osób, które mogłyby jeszcze coś zrobić, coś osiągnąć. Ale dlaczego napisałem „pozornie”? Ponieważ, społeczeństwo kształtuje elity, a elity kształtują system, z kolei system daje możliwość funkcjonowania dla społeczeństwa. W mojej ocenie każdy z elementów nie działa obecnie tak jak powinien i może doprowadzić do wykolejenia.

Historia się nie kończy (Francis Fukuyama nie miał racji), a tym co się nie mylił był Huntington i jego wizja w „Zderzeniu Cywilizacji”.  Odradzają się podziały, egoizm i brak zrozumienia (jest prostszy, stąd większa jego popularność), każdy gra na własny interes. Dodatkowo, potrzeba nam teraz bohaterów jak jeszcze nigdy wcześniej.

"Eye on the TV 'cause tragedy thrills me"
źródło: www.today.com
My jednak, jesteśmy władcami pilotów i możemy decydować, że nie chcemy patrzeć jak to jest źle w jakimś państwie lub jak nasza rzeczywistość pogrąża się obłędzie. Klik, wielkie wędrówki flamingów, klik, Okrasa przyrządza filet z dorsza w jakimś pięknym kraju, klik prawie prawdziwe historie zwaśnionych rodzin na TVN, klik po angielsku mówią, że w Kabulu coś wybuchło, klik, jakaś bajka, za której fabułą nie mogę nadążyć. Zmiana obiektu skupienia uwagi jest taka prosta, jeżeli wszystko nie dzieje się bezpośrednio.

I przyzwyczajamy się powolutku do tego, że widzimy nienawiść, przemoc, strach, pogardę – bo łatwo jest chłonąć w czasach cyfryzacji i wyrobić sobie zdanie podpinając się pod tłum, który ma wyraźne hasła. Niektóre media elektroniczne oraz te główne, „narodowe”, dają pole do popisu dla wszystkich, którzy chcieliby pokazać problem tylko z jednej strony, najlepiej w taki sposób, który został zatwierdzony z góry, przesiąknięty opiniami i emocjami. To dość wygodne, bo po co skłaniać ludzi do refleksji? To może przecież doprowadzić do destabilizacji i spadków w jakichś słupkach, utraty lajków i zwolenników, a tego niemianowany wódz Przenajświętszej Rzeczypospolitej i przychylne mu pismaki przecież by nie chcieli.

"Wiemy jak zrobić wam z mózgu sieczkę"
źródło: www.raa5.com
Nie ma się co jednak załamywać. Powroty mogą być dobre, napawają czasami optymizmem i pokazują, że się da coś kontynuować. Sam powracam do wielu rzeczy (ostatnio do biegania na przykład) i zaskakuję się, że jeszcze potrafię. Może wróci do nas normalność i zamiast przyzwyczajać się do złych rzeczy zaskoczymy się sami i zobaczymy, że może być jeszcze inaczej. Na razie wśród władców pilotów czekamy ukryty na lepszy moment – chwilę powrotu.

www.rosenblumtv.com

czwartek, 3 marca 2016

Disneyland złych zmian

Dzieeeeeeeń dobry drogi czytelniku! Po tak długiej rozłące nasze spotkanie może miec dwa warianty:
 
1. radość, że znowu się widzimy
2. smutek, że znowu się widzimy

Tak to jest już z tą ambiwalencją. Do brzegu jednak. Jak każdy pisarz mam pracę, która daje mi pieniążek i nie zawsze wiąże się z pisaniem długich zdań, komentarzy i analiz - to by było zbyt piękne. Wróć! Dwa tygodnie temu zwolniłem się z pracy, aby poszukać nowych możliwości, więc jak to osoba na bezrobociu, zwiększyłem zakres rzeczy, które mogę zrobić w ciągu dnia. A jak!

Aby przybliżyć informacje z mojego podwórka, mój drogi czytelniku, wspomnę jeszcze, że już za 2 tygodnie ukaże się książka autorstwa Nicolasa Levi oraz mojego - "Kim jest Kim Dzong-un?". Wydają nas Kwiaty Orientu.


Co więcej, od początku roku prowadzę Pruszkowski Klub Filmowy, w którym ostatnimi czasy promuję filmy poruszające temat nietolerancji - był "Fanatyk" (H. Bean, 2000), a 19 marca będzie pokaz "Miasta Gniewu" (P. Haggis, 2004). Ponadto, wraz z redakcją dziennikarstwa społecznego, w której działam, czyli Pruszków Mówi, udało nam się dostać do lokalnego nowopowstałego radia - POP radia. Więc może już w krótce będę na eterze w troszkę szerszym paśmie!

Po krótkim personalnym wstępie, skupmy się teraz na "dobrych zmianach"

A co tam słychać w polityce? Na naszym podwórku bagno i kupy. Nie można powiedzieć, że dzieje się dobrze, bo Polska zmierza w stronę Rosji/Chin/innej demokracji fasadowej i to bynajmniej jest dobry kierunek. Najbardziej uderza sprawa szkalowania Lecha Wałęsy (najbardziej rozpoznawany i szanowany Polak poza granicami RP), osoby, która doprowadziła do upadku status quo w 1989 roku i dała wszystkim możliwość wyrwania się spod buta Wielkiego Brata na Wschodzie. Sposób działania IPN przypomina mi trochę działanie tajnych agentów z KRLD, bowibu, którzy zawsze znajdą jakieś dowody na to, że masz coś na sumieniu. To ohydne i karygodne działanie instytucji względem wielkiego bohatera.

Taki troszkę autorytaryzm klerykalny nam się wytwarza

W Teleexpressie niezgrabnie maskuje się tematykę Oskarowego filmu "Spotlight" (o pedofilii w Kościele Katolickim), z kolei każdy bohater z przeszłości staje się pół-bogiem. Co do "Spotlight" w "mediach narodowych" Jacka Kurskiego, jest to po prostu film o "największej aferze pedofilskiej w Bostonie". Cenzura wiecznie żywa - no ale nie spodziewajmy się rzetelności i wysokiej jakości przekazu po mediach publicznych, z których wyrzucono bardzo dobrą ekipę i zastąpiono ją osobami z TV Trwam i TV Republika. No i jeszcze demonstracje opozycjonistów wobec władzy (KOD) relacjonowane są jako "małe grupki", które coś tam chcą, ale nie wiadomo do końca co i chyba ich finansują partie. Rzetelności!

Nasza elita wie lepiej niż eksperci - i to w wielu sprawach!

Przekonaliśmy się o tym podczas "wysłuchania" Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka ws. Ustawy policyjnej. Przypomnę, że zarówno wcześniejszy akt prawny, jak i zmiana w TK została rozjechana walcem przez wszystkich, dla których prawa człowieka oraz wolności nie pojęciem abstrakcyjnym . Idąc dalej, ignorancja ze strony ministra spraw zewnętrznych Witolda Waszczykowskiego, szefowej KPRM Beaty Kempy oraz miłościwie podpisującego Andrzeja Dudy jest widoczna także w sprawie werdyktu organu Rady Europy - Europejskiej Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo, zwanej także Komisją Wenecką. Wymienieni wyżej przedstawiciele władzy uważają, że oni lepiej wiedzą co jest dobre dla Polski, niż jakaś tam komisja i mogą się zastosować do jej opinii lub nie. Owszem mogą, ale gdy Komisja wykryła wieeeeeeele naruszeń prawa, warto byłoby się ustosunkować i zacząć działać. Jeżeli odrzucimy wszystko co wytknęła Komisja - zrównamy się z putinowską Rosją.

Zmiany, zmiany, zmiany...

Niestety, monolityczny system władzy oparty na Jarosławie Kaczyńskim, który jest oderwany od rzeczywistości granatem zaczepnym, nie przyjmuje krytyki, a wszystkich niewygodnych (czytaj: nieswoich, nie Polaków, niekatolików itd.) wyrzuca, zastępuje lub po prostu ignoruje. Takie zastąpienia "swoimi" widać cały czas, a zmiana totalna w instytucjach, które mogę wymienić wygląda następująco:

1. Stadnina Koni w Michałowie - prezes z 40-to letnim doświadczeniem odwołany z przyczyny "braku zaufania"
2. Media publiczne - wracający z wygnania bulterier Jacek Kurski wprowadza "dobrą zmianę" w mediach, oglądalność spada o dziesiątki tysięcy
3. Polska Grupa Energetyczna - przyjaciółka rodziny Kaczyńskich - Janina Goss, której prezes wisiał pieniądze
4. Polski Holding Zbrojeniowy - (na szczęście na chwilę) były poseł PiS Mariusz A. Kamiński, który nie miał zielonego pojęcia co się dzieje
5. Prokurator Generalny - zlikwidowany, a raczej połączony z funkcją Ministra Sprawiedliwości, czyli Ziobro poszerza plan stworzenia zwariowanego systemu penitencjarnego i obsadzania więzień jeszcze większą ilością skazanych za przysłowiowego "skręta".

Szaleństwo się szerzy!

Bo jak inaczej nazwać ciągłe nawiązywanie do "wybitnych" osiągnięć prezydenta profesora (chyba na uczelni ojca Rydzyka) Lecha Kaczyńskiego, przez obecne elity? To naśladowanie Korei Północnej i kultu wodza! Do tego jeszcze nieograniczone niczym rozdawnictwo 500 PLN na każdego dzieciaka - wszystko bez planu, bez konsultacji, bez ładu i składu. Za kilka lat, a może nawet krócej deficyt będzie nie-do-ogarnięcia przez miłościwie panujących.


No i na koniec. Naród się obudził, powracają "wyklęci" dziennikarze, "wyklęci" politycy i "wyklęci" patrioci. Wszystko w ramach zawłaszczania patriotyzmu przez jedną partię. Cześć i chwała bohaterom - OK. Ale czy nie warto najpierw w poczytać i zapoznać się szerzej z działalnością Narodowych Sił Zbrojnych okresu powojennego, gloryfikowanych obecnie przez wielu prawicowców? Zaskoczyć może fakt, że NSZ były organizacją antysemicką, odłamem dążącym do stworzenia Katolickiego Państwa Narodu Polskiego, a brygada świętokrzyska współpracowała pod koniec wojny z hitlerowcami. Co do ostatnich wydarzeń, czyli święta żołnierzy wyklętych, warto zapoznać się z wątkiem kontrowersyjnym - zabijaniem mniejszości narodowych i walką z żydokomuną. Historia nie jest czarno-biała, jest szara.


czwartek, 14 stycznia 2016

Orbanizacja Polski

Najgorsze w robieniu z mediów publicznych tuby propagandowej nowej władzy (tak, jak w Korei Północnej dla partii i wojska realizuje to KCNA) jest fakt przemieniania obywateli, tj. widzów i słuchaczy, w zahipnotyzowanych lunatyków, którzy dostają do „zjedzenia” brudną papkę medialną, odciętą od rzeczywistości,  zabarwioną politycznie. Ciekawie ujęli to Giovani Sartori („Homo Videns”), Neil Postman („Zabawić się na śmierć”), Robert Putnam („Bowlin Alone”) czy Benjamin Barber („Skonsumowani”). Tworzenie owej papki ma się dobrze w przypadku działalności TV Republika, TV Trwam, Radia Maryja, a będzie także w przypadku mediów publicznych. Wołam, a czasami już błagam o pluralizm i rzetelność informacji, które docierają do szerokiej grupy osób, jaką jesteśmy my.

źródło: www.pakalertpress.com

W Polsce, państwie o ciągle wypracowywanych tradycjach dziennikarskich i publicystycznych, bardzo brzydko wygląda sytuacja, gdy na przysłowiowej „Jedynce” czy „Dwójce” – piszę zarówno o radiu, jak i telewizji -  oraz innych programach, których misja (a może „misja”) wspierana jest z naszych pieniędzy rozkręca się czołobitność. Termin użyty na końcu poprzedniego zdania drogi czytelniku, znaczy to samo co służalczość. PiS boi się krytyki, a Kaczyński jest głodny władzy, więc rozpoczyna czystki w stylu Rosji Putina, czy nawet Chin Xi Jinpinga. Rozpada się ekipa tworząca ciekawe i w miarę nowoczesne programy przewodzona przez Piotra Kraśkę, wchodzą natomiast nowe twarze, a może i nawet gęby, które z rzetelnością i niezależnością mają tyle wspólnego, co ja z estońskim kinem moralnego niepokoju.

„Dobra zmiana” staje się synonimem taktyki spalonej ziemi, wszędzie, gdzie Prezes i Spółka położą swoje ręce. Politycy frakcji wodza są już nie tylko przeciwko uchodźcom, integracji w ramach Wspólnoty, czy dialogu z partiami opozycyjnymi, ale także przeciwko logicznemu i ekonomicznemu myśleniu. Ludzie „u góry” liczą na to, że ciemny lud wszystko przyjmie, bo przecież skoro media będą stwarzały kult rządu, Sejmu i prezydenta, to musi tak być i kropka. PRL wraca.
"Teatr marionetek", źródło: http://i.wp.pl/

Wcale tak być nie musi! Co więcej, to że obecny skład szaleńców na Wiejskiej oraz robot sterowany przez Kaczyńskiego mianujący się „głową państwa”, zostali wybrani w demokratycznych wyborach, nie zmienia to faktu, że nie można się im przeciwstawiać, a nawet demokratycznie zdeprecjonować. Od siebie powiem tylko, że można i trzeba, bo inaczej, już po upolitycznieniu mediów i prokuratury (precedens dla kolejnych rządów), wyrwaniu zębów Trybunałowi Konstytucyjnemu, wprowadzeniu inwigilacji Internetu i przysłowiowej „lasce” zrobionej Orbanowi i pokazaniu środkowego palca naszym strategicznym partnerom, przyjdzie czas na nas.

Dlatego mówię stanowcze nie i nie zgadzam się na propagandę, katolicko-narodowy dyktat i falę hipokryzji, która płynie do nas różnymi drogami. Nie wyjadę do Barcelony, choć miałem możliwość, nie opuszczę statku „Polska”, bo wiem, że siła tkwi na dole systemu. No pasaran, nie na mojej zmianie.


środa, 30 grudnia 2015

Świat zwariował a my idziemy dalej

Dzień dobry drogi czytelniku. Już niedługo zakończy się rok 2015, który przeniósł na swoich plecach, wiele wydarzeń pozytywnych oraz tych o wiele mniej przyjemnych. Oczywiście punkt widzenia zawsze zależy od miejsca leżenia, niemniej, nawet postronni obserwatorzy którejś z płaszczyzn, gdzie rozgrywają się trójwymiarowe szachy widzą, że na pewno coś jest inaczej, że coś nie pozwala stanąć w miejscu i stanowi alternatywę dla nowożytnej Belle Époque.

"Passing" autorstwa Michaela Wedge
Gdybym miał dzielić się swoimi spostrzeżeniami z mijających 365 dni napisałbym krótko i dosadnie - jesteśmy coraz bardziej nieprzewidywalni. Tak, nieprzewidywalni, a czasami zwyczajnie niespełna rozumu, żeby nie napisać popieprzeni. I to w różnych skalach - jako mieszkańcy globu, Polski, czy ogólnie jako istoty ludzkie. Wprost proporcjonalnie do nowych odkryć na wszystkich płaszczyznach nauki i rozwoju społeczeństw, w tempie ekspresowym niszczymy się sami i doprowadzamy do całkowitej erozji poznawania świata. Zamach terrorystyczne w Paryżu, wzrost siły i znaczenia ISIS, dekomponowanie państwa prawa i pluralizmu w Polsce przez Jedyną Słuszną partię, która wygrała wybory, zdobyła większość i ma swojego "uwiedzionego" prezydenta, skandale w łonie Kościoła Katolickiego (Vati leaks), boom pokolenia dzieci-tabletów czy zimna wojna bis na linii USA-FR to tylko część z tego, co można wymienić. 

No, a co z tą Polską? To chyba fenomen, że u steru "zielonej wyspy" i dynamicznie rozwijającego się społeczeństwa zorientowanego na postęp stanęli wariaci (przeplatani "kadrą menadżerską"), którzy nie kryją się ani trochę ze swoimi pomysłami rozwiercenia państwa, zalaniem wszystkich instytucji "swoimi ludźmi" i autorytarnymi poczynaniami. Wszystko oczywiście w dobrej wierze i z Bogiem na ustach Wymieniając pojęciowo "dobre zmiany" ostatnich tygodni pragnę podkreślić:

  • ubezwłasnowolnienie Trybunału Konstytucyjnego, a tym samym pogwałcenie Konstytucji RP przez rząd i Prezydenta (protestowały nie tylko osoby i organy krajowe, ale także podmioty międzynarodowe),
  • ułaskawienie ówcześnie nieskazanego jeszcze prawomocnie szefa specsłużb Mariusza Kamińskiego,
  • "nocna zmiana" w sztabie NATO - blamaż dla Polski w ramach jej członkostwa w Sojuszu,
  • Smoleńsk zawsze i wszędzie + zaangażowanie wojska w cały spektakl sfrustrowanych ludzi,
  • zakończenie programu in vitro do końca pierwszej połowy 2016 roku,
  • rozpruwanie gospodarki  - 500 PLN na dziecko (choć wszystko wskazuje na to, że to bujda), zwiększenie kwoty wolnej od podatku w opcji instant, cofnięcie ustawy o zwiększeniu wieku emerytalnego,
  • cios w sektor prywatny - podatek dla supermarketów i podmiotów sektora bankowego,
  • łączenie władzy kościelnej z władzą państwową - coś co uważam za największe ohydztwo w wykonaniu nowych elit - patrz: Kępa i Gliński na uroczystościach kościelnych oraz MON jako tuba Radia Maryja (do wygooglowania),
  • osoby powołane na urząd, które nigdy nie powinny piastować tych stanowisk: minister Ziobro, minister Waszczykowski, minister Gowin, minister Macierewicz i wisienka na torcie - premier Szydło.

Do tego dochodzi jeszcze świeży pomysł narzucenia kagańca dla polskich mediów. Rzecz wydarzyła się jak zwykle w nocy z poniedziałku (28 grudnia) na wtorek - wtedy to projekt ustawy medialnej PiS zyskał namacalną formę i pojawił się na stronie Sejmu. Ustawa zakłada natychmiastową wymianę władz TVP i Polskiego Radia, zastąpienie konkursów i zgody KRRiT wyłanianiu jednoosobowego zarządu i 3 rad nadzorczych będą przez... nominację Ministra Skarbu . Co więcej, prezes zarządu będzie mógł powoływać szefów regionalnych, czyli przyjmując optykę PiS ustanowić swoich podwładnych, którzy realizowali będą jedyną słuszną linię medió. Nazwałbym to "orbanizacją mediów" - czyli zarzuceniem misji i rozrywki na rzecz rządowych rozgrywek i układów oraz nakładania kagańca dla wszystkich, którzy myślą inaczej niż Jarosław Kaczyński i jego banda marionetek. Prawdziwa Białoruś albo Korea Północna. 



Z poziomu państwa stać nas na wiele, ale tylko jak będziemy działać z głową i trzeźwo kalkulować - to tyczy się przede wszystkim tych, którzy są u władzy. Choć niestety oni nie chcą nikogo słuchać i sami wiedzą lepiej. Z kolei układy z ośrodkiem, który powinien trzymać się jak najdalej od rządzenia - Kościołem Katolickim - pokazują jak bardzo ograniczone i ubezwłasnowolnione są nasze elity. Z poziomu jednostki też można wiele zdziałać i tu jest rola dla nas! Segregujmy śmieci, płaćmy podatki, tworzyć społeczeństwo obywatelskie i dobrze mówmy o Polsce zagranicznym kolegom i koleżankom, a przede wszystkim więcej czytajmy! Wydaje się proste, prawda? 


***

Żeby mieć rękę na pulsie trzeba by poświęcać 25 godzin dziennie na scrollowanie największych serwisów z całego świata, słuchanie kilku rozgłośni radiowych, czytanie największych dzienników i oglądanie globalnych stacji telewizyjnych. Nie sposób zatem być na bieżąco ze wszystkim. Można jednak wybierać obszary zainteresowania i się na nich skupić. Nie każdemu się chce, to fakt, ale wraz z nowym rokiem chyba warto zrobić sobie postanowienie typu "będę weryfikował zamieszczone przez znajomego na Facebooku" czy "zainteresuje się sytuacją w Rosji". 

Dlatego też, przy spadku koncentracji na tekście pisanym, prym wiedzie kultura obrazkowa, opinie, przekazywane nierzadko bezmyślnie z facebookowego walla na walla, i slogany, marki i miejsca, które według wszechobecnych znawców trendów definiują nasze "ja". Nie wiem jak dla Ciebie drogi czytelniku, ale ja w świecie, gdzie czyta się coraz mniej, a fakty i analiza przegrywają z tzw. infotainment (połączeniem informacji i rozrywki) czuje się zagubiony, jak inteligent po włączeniu programu publicystycznego w TV Trwam.
źródło: BIG AIMS Animation Infotainment & Media School
Ogromnym pozytywem jest jednak to, że można działać lokalnie! Na przykłąd u mnie, w Pruszkowie, który coraz mniej kojarzony jest z mafią, staram się działać jak tylko mogę: w Stowarzyszeniu Forum Pruszków, portalu PruszkówMówi.pl, a niedawno także w ramach Pruszkowskiego Klubu Filmowego oraz organu administrującego pierwszy budżet obywatelski w moim mieście. Współdziałanie daje mi dużo siły i to dzięki niej wiem, że "lokalnie" da się bardziej i lepiej niż "ogólnopolsko", czy tylko na Facebooku/Twitterze/Instagramie. Pomimo smrodu i pomyj, które płyną z różnych ogólnodostępnych źródeł i od naszych elit, zachęcam Ciebie drogi czytelniku do bycia niesamowitym dla innych. Nawet jeżeli robisz to za darmo i po pracy - to na prawdę procentuje.

Do zobaczenia w przyszłym roku!