Koniec zawieruchy i obsypywania błotem, a dalej koniec ciszy wyborczej, następnie koniec czekania na wyniki wyborów. Już wszystko wiadomo, sytuacja się wyklarowała, a wyniki już są wszystkim znane. Nie będę więc pisał, kto zdobył ile procent, oraz jak się zachowywali politycy po usłyszeniu wiadomości o zwycięstwie i przegranej - to wszystko dostępne jest w mainstream-owych gazetach i portalach internetowych. Dla tych ciekawych, wszystko można zobaczyć na stronie Państwowej Komisji Wyborczej . Niezmiernie ciesze się jednak, że partia której nie darze zaufaniem i sympatią (oczywiście mowa o lidze Pana Prezesa) wyborów nie wygrała. Z drugiej strony, pomimo przewidywalnego pierwszego i drugiego miejsca, niezłą niespodzianką jest trójka - Ruch Poparcia Palikota (RPP), który wydarł SLD i innym ugrupowaniom elektorat i zapewnił sobie 10,02 % głosów czyli aż 40 mandatów w Sejmie (dla porównania PSL 28, SLD 27). Świadczy to o wielu rzeczach. Po pierwsze Janusz popłynął na fali swoich haseł i spotkań z wyborcami (z tego co twierdzi polityk, odwiedzone zostało 300 miejsc), po drugie pokazał, że można wejść do Sejmu posiadając kilka miesięcy temu malutkie poparcie i głosić radykalnie reformatorskie slogany. Ciekaw jestem co z tego wyniknie.
Najbardziej (nie licząc PiS) przegrał SLD, co będzie zapewne impulsem do zmiany przewodniczącego partii, a dalej może przeformowania całej strategii ugrupowania politycznego - w skrócie "Grzesiu, nie wyszło", PSL was przebiło o jeden mandat. Skrzydeł nie rozwinęli również secesjoniści z PiS, czyli PJN'owcy (w tym mój kolega z liceum), którzy po zdobyciu 2,19 % głosów nie otrzymają zarówno mandatów w Sejmie (próg zaporowy 5 % dal partii) jak i dotacji z budżetu państwa (wymagane jest zdobycie 3 % ważnych głosów).
Sporo będzie nowych twarzy w naszym Sejmie - no i bardzo dobrze. Cieszy mnie fakt, że szanse otrzymali ludzie nie zawsze tolerowani przez polskie społeczeństwo, bądź przez nie zazwyczaj zapomniani. Mowa tutaj o transseksualnej Annie Grodzkiej (RPP), która zdobyła tytuł pierwszej osoby transseksualnej w parlamencie (lecz nie nadmuchujmy za bardzo tego tematu i pozwólmy jej działać "na rzecz" inormalnie funkcjonować), Robercie Biedroniu (RPP), homoseksualiście i działaczowi Kampanii przeciw Homofobii , który zrezygnował z szansy danej przez SLD. Do "zapomnianych" i celebrytów, którym udało się zdobyć mandat poselski należą m.in. były premier Leszek Miler wybrany z listy gdyńskiej SLD, Tomasz Kaczmarek z PiS (co za kretyni na niego głosowali?), oraz Jan Tomaszewski (PiS) i Jagna Marczułajtis (PO) - dwie ostatnie postacie bez komentarza.
Ogromną radością jest dla mnie zwycięstwo prof. Dariusza Rosatiego, "dwójki" okręgu Warszawa II (okręg 20), który zmiótł rywali ze wszystkich ugrupowań zdobywając 59 562 głosów! To o 15 tysięcy głosów więcej niż ogólny nr 2 (Błaszczak) i prawie 20 tysięcy więcej niż nr 1 na liście PO (Halicki). Profesorze, dzięki współpracy i ciężkiej pracy całego sztabu udało się. To daje nam nadzieje na podratowanie finansów publicznych i profesjonalne, ekonomiczne podejście do wielu spraw. O Dariuszu Rosatim usłyszmy jeszcze nie raz, tego jestem pewien.
Z kolei Donald Tusk, jak dowiadujemy się z wypowiedzi dla tygodnika "Polityka", nie zamierza jeszcze zmieniać składu rządu. Do końca trwania polskiej prezydencji w Radzie UE zachowa poprzedni skład rządu, aby (tak myślę) nie iść przykładem Czech i uniknąć zawirowań podczas pełnienia funkcji przewodniczących w Unii. Z tego co stwierdził Tusk, utworzenie nowego, zmienionego rządu nastąpi na początku 2012 roku. Ciekawe zagranie muszę przyznać, ale nie wszyscy chyba się ucieszą mając kilka miesięcy dłużej pana Grabarczyka za ministra transportu.